Koszmar o poranku

Tyle razy próbowałaś tłumaczyć. Odwiedzili tylu psychologów. Przeczytali wiele książek. Niby widzieli te wszystkie kampanie społeczne, słuchali wywiadów w programach śniadaniowych. Niby tak…A Ty znów usłyszałaś „Już wystarczy płaczu, weź się ogarnij”.

To boli. Ogromnie. Uczucie złości, smutku i wstydu zalewa wszystkie komórki Twojego ciała. Obezwładnia. Nie wiesz, czy masz się tłumaczyć, a jeśli nawet, to jak? Z trudem powstrzymujesz łzy bezwładnie napływające do Twoich oczu. Najchętniej schowałabyś się gdzieś daleko, głęboko, gdzieś gdzie nie będziesz musiała już więcej tłumaczyć.

Tak bardzo chciałabym, aby wszyscy zrozumieli, aby przestali osądzać. Ale jak mam wytłumaczyć, że nie mam siły dziś wstać? Przecież spałam 12 godzin, nie przebiegłam maratonu, nie pracowałam fizycznie, w zasadzie, to nie robiłam nic. Ale nie mam siły podnieść mojego ciężkiego ciała z łóżka. Gdy w końcu podejmuję próbę, zalewa mnie zimny pot, kręci mi się w głowie. To ciało nie jest moje. Ono jest zbyt słabe i zbyt zmęczone by być ciałem młodej dziewczyny. Przechodzę parę kroków. Już czuje to obezwładniające zmęczenie, jakby zaraz miała upaść. Jak to możliwe? Przecież jeszcze parę tygodni temu, dźwigałam sztangi na siłowni. A dziś moja własna ręka jest zbyt ciężka, by móc podnieść ją i zrobić herbatę. Nie, jeszcze nie dziś, jeszcze nie dam rady się umyć, nie dam rady włączyć telewizora, nie dam rady zmienić ciuchów. Padam z powrotem na łóżko. Czy jest mi lepiej? Nie… Chciałabym móc zasnąć. Sen daje nadzieje, że gdy się obudzę będzie lepiej, że nastanie nowa, inna rzeczywistość. Ale sen nie jest tak łaskawy i nie przychodzi łatwo. Wpierw moją głowę zalewają te wszystkie myśli, które tak bardzo napawają mnie lękiem. Nie jestem w stanie tego znieść. Nie potrafię z nimi walczyć. Po chwili zgadzam się, że te myśli mówią prawdę, że tak na pewno się stanie. Boję się jeszcze bardziej. W moim ciele pojawia się ogromne i nieprzyjemne napięcie. Nie mogę oddychać, czuję ogromny ciężar na piersiach. Bolą mnie mięśnie. Zaczynają lecieć mi łzy. Jest mi niedobrze. Chce mi się krzyczeć, ale i tak nie mam siły. Czuję, że jeśli za chwilę to napięcie nie przyjdzie, to po prostu nie wytrzymam, zwariuję, ale umrę. Moje ciało po prostu pęknie. Idę więc po leki. Biorę te, które wiem, że pozwolą mi zasnąć. Łykam więcej niż powinnam, dobrze o tym wiem. Naprawdę nie robię tego po to, byś znowu się o mnie martwił. Naprawdę nie szukam w ten sposób Twojego zainteresowania. Ja po prostu tak bardzo chcę, aby to okropne uczucie minęło. Po chwili tabletki zaczynają działać. Chociaż oczy stają się coraz cięższe, to głowa coraz lżejsza. To ten jedyny moment, gdy lęk nade mną nie dominuje. Wtedy, przez te parę błogich minut snuję plany. Gdy się obudzę w końcu wezmę się za siebie! Zrobię tak, jak mówią, przecież wiem, że mają rację. Koniec użalania się nad sobą. Zasypiam. Teraz mogę odetchnąć, teraz jest mi lżej. Po paru godzinach budzę się. Nie, nie odważyłam się jeszcze otworzyć oczu. Może jak poleżę to jeszcze zasnę, może jeszcze przez chwilę będzie mi tak błogo. Niestety, tym razem znowu się nie udało. Sen niczego nie zmienił.  Kto normalny by to zrozumiał?

woman sleeping
Photo by Ivan Obolensky on Pexels.com

Związek bardzo (nie)idealny

Ah jak ten czas szybko leci! Ledwo na chwilę zamknęłam oczy a tu nagle przyszło nam obchodzić 11 rocznicę naszego związku! Związku silnego, ale niezwykle trudnego, związku na całe życie….

Nie jest to typowy związek. Raczej rodzaj związku na odległość. Nie możemy być ze sobą cały czas. Ona co chwilę przychodzi wywracając moje życie do góry nogami, po czym niezauważenie odchodzi. Czasem zostaje na miesiąc, czasem na 3, czasem na rok. Aż pewnego ranka budzę się, a jej nie ma obok mnie. Zostają tylko wspomnienia i niepozałatwiane sprawy z zamrożonego okresu. Ale nigdy nie daje mi o sobie zapomnieć. Niczym narcystyczny kochanek nigdy nie pozwala mi odejść na dobre. Co jakiś czas przypomina o sobie rozpościerając swoje nierozerwalne sidła.

Chociaż jesteśmy ze sobą tyle lat, nigdy się sobą nie znudziłyśmy. Ona nie jest jak dzisiejsi podrabiani, nudni gentelmani, którym brak inicjatywy i pomysłowości. Och nie. Ona zawsze potrafi mnie zaskoczyć! Gdy już myślę, że ją poznałam, gdy już wydaje mi się, że wszystko o niej wiem, znowu wraca… inna, zaskakująca. Porywa mnie i zwala z nóg.

Pierwszy raz poznałyśmy się, gdy miałam naście lat. Niewiadomo skąd zaczęła pojawiać się w moim życiu. Minęło sporo czasu nim zdradziła mi swoje imię. Wtedy nawet nie pomyślałabym, że mogę być w jej typie. Byłam młoda, szczęśliwa, zdolna, miałam przyjaciół, kochających rodziców, nigdy nie brakowało mi pieniędzy, a moimi największymi problemami wydawało się być to, w co ubrać się na piątkową imprezę. Uzbrojona w tyle silnych narzędzi dopiero zaczynałam moją podróż ku dorosłości. Ona była inna, ponura, samotna… Myślałam, że gustuje w tych biednych, słabych, brzydkich, z rozbitych rodzin. Jakże się myliłam.

Nie zakochałyśmy się w sobie od razu. Zdobywała mnie wytrwale i powoli. W sumie tak, jak zawsze pragnęła. Marzyłam o tym, by ktoś o mnie zabiegał, starał się. Bym była dla kogoś najważniejsza, rozpieszczana. Tak właśnie robiła. Delikatnie, powoli i cierpliwie. Dobrze wiedziała, że tylko tak zdobędzie mnie na całe życie. Na początku spotykałyśmy się tylko od czasu do czasu. W tych chwilach, gdy było mi trochę ciężej, gdy napawał mnie lęk, niepewność. Ale szybko odchodziła. Tak jakby bała się moich przyjaciół, rodziny, moich silnych stron. Ale tak mi się tylko wydawało. Ona wcale nie czuła strachu. Tak naprawdę już wtedy dobrze mnie znała. Dokładnie sprawdziła, co lubię, a czego się boję. Mimo, że wydawało mi się, że jest zła, godziłam się na jej zachowania, powoli wpuszczając ją do swojego życia. Nawet się nie zorientowałam, gdy wpadłam w nią po uszy.

Nikomu się nie przedstawiła. Nie interesowała jej moja rodzina, przyjaciele. Zachłanna chciała mnie mieć tylko dla siebie. Odsunęłam wszystkich bliskich, po to by móc być tylko z nią. Przestałam rozmawiać, przestałam wychodzić. To dla niej potrafiłam schować głęboko do szafy swoje zainteresowania i porzucić marzenia, wszystko po to by móc być z nią. Dla niej zrezygnowałam ze szczęścia i beztroski. Dla niej potrafiłam schudnąć 12 kg w dwa tygodnie. Tylko po to, by jeszcze silniej mogła mnie do siebie przytulić. Nie potrzebni nam byli inny ludzie, zabawy, spotkania, nauka, praca, sen, czy jedzenie. Niczym młodzi kochankowie, nie potrzebny był nam ten świat, bo to my tworzyłyśmy nasz własny. Co więcej, nawet jakbym chciała, nie mogłabym jej zabrać do mojej starej rzeczywistości. Tam nikt jej nie lubił, nikt jej nie akceptował. Taka brzydka zupełnie nie pasowała do idealnego świata, który dla niej porzuciłam.

Bliscy nieudolnie próbowali mnie wyrywać z jej rąk. Niestety na próżno, bo było już za późno. Wtedy nie pragnęłam już niczego. Nic nie miało dla mnie sensu, byłam tak zmęczona walką, że marzyłam tylko o tym by móc zasnąć w jej ramionach. Tylko ona akceptowała mnie słabą, smutną, przerażoną, wychudzoną w brudnych ciuchach, z tłustymi włosami, brzydką. Teraz wyglądałam jak ona. W końcu do siebie pasowałyśmy. Przeniknęła mnie do szpiku kości. Jak romantyczni Romeo i Juli, coraz częściej myślałyśmy o tym, co zrobić by uciec od tych, co nas nie rozumieją i móc być ze sobą na zawsze. Tak właśnie zaczął się mój związek z Nią. Czy znasz już jej imię?

Ona na imię ma Depresja.

A jak Wy się poznaliście?

green leaf on white wall
Photo by Tookapic on Pexels.com
Wyróżnione

Początki

Dziękuję, że tu zajrzałeś. Być może to, co przeczytasz wyda Ci się dziwnie znajome. Może sam to kiedyś czułeś, lub masz wrażenie, że czuła to bliska Ci osoba. Mam nadzieję, że zawarte tu treści okażą  się Tobie pomocne.

 

Zapraszam do tajemniczego świata spowitego mrokiem.

Mam nadzieję, że razem odnajdziemy światło. 

australia black and white cold dark
Photo by Kat Jayne on Pexels.com

„Światło i mrok. Życie i śmierć. Gdzie jest moje miejsce?” – Sarah J. Maas  „Szklany tron”