Związek bardzo (nie)idealny

Ah jak ten czas szybko leci! Ledwo na chwilę zamknęłam oczy a tu nagle przyszło nam obchodzić 11 rocznicę naszego związku! Związku silnego, ale niezwykle trudnego, związku na całe życie….

Nie jest to typowy związek. Raczej rodzaj związku na odległość. Nie możemy być ze sobą cały czas. Ona co chwilę przychodzi wywracając moje życie do góry nogami, po czym niezauważenie odchodzi. Czasem zostaje na miesiąc, czasem na 3, czasem na rok. Aż pewnego ranka budzę się, a jej nie ma obok mnie. Zostają tylko wspomnienia i niepozałatwiane sprawy z zamrożonego okresu. Ale nigdy nie daje mi o sobie zapomnieć. Niczym narcystyczny kochanek nigdy nie pozwala mi odejść na dobre. Co jakiś czas przypomina o sobie rozpościerając swoje nierozerwalne sidła.

Chociaż jesteśmy ze sobą tyle lat, nigdy się sobą nie znudziłyśmy. Ona nie jest jak dzisiejsi podrabiani, nudni gentelmani, którym brak inicjatywy i pomysłowości. Och nie. Ona zawsze potrafi mnie zaskoczyć! Gdy już myślę, że ją poznałam, gdy już wydaje mi się, że wszystko o niej wiem, znowu wraca… inna, zaskakująca. Porywa mnie i zwala z nóg.

Pierwszy raz poznałyśmy się, gdy miałam naście lat. Niewiadomo skąd zaczęła pojawiać się w moim życiu. Minęło sporo czasu nim zdradziła mi swoje imię. Wtedy nawet nie pomyślałabym, że mogę być w jej typie. Byłam młoda, szczęśliwa, zdolna, miałam przyjaciół, kochających rodziców, nigdy nie brakowało mi pieniędzy, a moimi największymi problemami wydawało się być to, w co ubrać się na piątkową imprezę. Uzbrojona w tyle silnych narzędzi dopiero zaczynałam moją podróż ku dorosłości. Ona była inna, ponura, samotna… Myślałam, że gustuje w tych biednych, słabych, brzydkich, z rozbitych rodzin. Jakże się myliłam.

Nie zakochałyśmy się w sobie od razu. Zdobywała mnie wytrwale i powoli. W sumie tak, jak zawsze pragnęła. Marzyłam o tym, by ktoś o mnie zabiegał, starał się. Bym była dla kogoś najważniejsza, rozpieszczana. Tak właśnie robiła. Delikatnie, powoli i cierpliwie. Dobrze wiedziała, że tylko tak zdobędzie mnie na całe życie. Na początku spotykałyśmy się tylko od czasu do czasu. W tych chwilach, gdy było mi trochę ciężej, gdy napawał mnie lęk, niepewność. Ale szybko odchodziła. Tak jakby bała się moich przyjaciół, rodziny, moich silnych stron. Ale tak mi się tylko wydawało. Ona wcale nie czuła strachu. Tak naprawdę już wtedy dobrze mnie znała. Dokładnie sprawdziła, co lubię, a czego się boję. Mimo, że wydawało mi się, że jest zła, godziłam się na jej zachowania, powoli wpuszczając ją do swojego życia. Nawet się nie zorientowałam, gdy wpadłam w nią po uszy.

Nikomu się nie przedstawiła. Nie interesowała jej moja rodzina, przyjaciele. Zachłanna chciała mnie mieć tylko dla siebie. Odsunęłam wszystkich bliskich, po to by móc być tylko z nią. Przestałam rozmawiać, przestałam wychodzić. To dla niej potrafiłam schować głęboko do szafy swoje zainteresowania i porzucić marzenia, wszystko po to by móc być z nią. Dla niej zrezygnowałam ze szczęścia i beztroski. Dla niej potrafiłam schudnąć 12 kg w dwa tygodnie. Tylko po to, by jeszcze silniej mogła mnie do siebie przytulić. Nie potrzebni nam byli inny ludzie, zabawy, spotkania, nauka, praca, sen, czy jedzenie. Niczym młodzi kochankowie, nie potrzebny był nam ten świat, bo to my tworzyłyśmy nasz własny. Co więcej, nawet jakbym chciała, nie mogłabym jej zabrać do mojej starej rzeczywistości. Tam nikt jej nie lubił, nikt jej nie akceptował. Taka brzydka zupełnie nie pasowała do idealnego świata, który dla niej porzuciłam.

Bliscy nieudolnie próbowali mnie wyrywać z jej rąk. Niestety na próżno, bo było już za późno. Wtedy nie pragnęłam już niczego. Nic nie miało dla mnie sensu, byłam tak zmęczona walką, że marzyłam tylko o tym by móc zasnąć w jej ramionach. Tylko ona akceptowała mnie słabą, smutną, przerażoną, wychudzoną w brudnych ciuchach, z tłustymi włosami, brzydką. Teraz wyglądałam jak ona. W końcu do siebie pasowałyśmy. Przeniknęła mnie do szpiku kości. Jak romantyczni Romeo i Juli, coraz częściej myślałyśmy o tym, co zrobić by uciec od tych, co nas nie rozumieją i móc być ze sobą na zawsze. Tak właśnie zaczął się mój związek z Nią. Czy znasz już jej imię?

Ona na imię ma Depresja.

A jak Wy się poznaliście?

green leaf on white wall
Photo by Tookapic on Pexels.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s